Kiedy pierwszy raz zobaczyłam spacerówkę firmy Mamas&Papas, od razu się zachwyciłam! Naturalnie, zadecydowałam, iż też zakupię spacerówkę tej firmy: ładna, zgrabna, prosta, lekka no i "dobrej marki". Z tą "dobrą marką" nieco przesadziłam.
Wózki wspomnianej firmy nie należą do tanich. Często wychodziłam z założenia, że "droga rzecz, to tania rzecz". Dziś wiem, że w nie każdym przypadku to powiedzenie ma sens.
Wózek zakupiłam w drugiej połowie maja. Przy wyborze wózka spacerowego brałam kilka aspektów funkcjonalności, min.: aby składał się w parasolkę, miał uchwyt na dźwiganie ,by był lekki i przede wszystkim miał pasek na ramię, by wygodnie zejść z dzieckiem na rękach. Wszystkie te wytyczne były w opisie wózka modelu TOUR. Zadowolona zakupiłam na allegro, niestety produkt dostałam niezgodny z opisem. Okazało się, że mój wózek, po mimo napisu Mamas&Papas Tour, nie ma paska na ramię, na którym mi szczególnie zależało!
Nie reklamowałam produktu, nie wiadomo ile czasu reklamacja by mi zeszła, a wcześniejszy wózek był zbyt nie wygodny by go targać kilka razy dziennie na dół z drugiego piętra. Nie miałam również podbitej karty gwarancyjnej. Musiałabym ją najpierw wysłać i poczekać na odpowiedź, bym mogła później wysłać ją z wózkiem w inne miejsce, gdzie serwisują.. To jeszcze nic. Po tygodniu czasu (serio-tydzień minął), przednie kółka zaczęły się blokować! Jadąc wolnym tempem zauważyłam, że zewnętrzne kółka co jakiś czas się zatrzymują i nie kręcą. Ponadto, nim minął miesiąc używania tego wózka, z tyłu odpruł się pasek, który jest przyszyty do oparcia!
Mam mieszane uczucia, bo 600zł drogą nie chodzi. Wizualnie wózek jest ładny, tzn. zgrabny, prosty, łatwo się go składa i rozkłada. Jednak ze składaniem również trzeba uważać! Pewnego dnia zostawiłam złożony wózek w bagażniku auta. Na drugi dzień okazało się, że daszek jest wygięty w nienaturalny łuk!
Jak na wózek za 600zł - nie polecam.
Kolorowy Kod Kreskowy
Blog poświęcony "produktom" dla dzieci.
poniedziałek, 21 października 2013
poniedziałek, 1 lipca 2013
Pieluchowy zawrót głowy (i du..y)
Dzięki uprzejmości koleżanki i własnej ciekawości, miałam możliwośćprzetestowania kilku producentów pieluszek jednorazowych dla dzieci. Obie zgodnie stwierdziłyśmy, że pieluchami mamy mogą się znudzić. Ponadto, różne dzieci różnie reagują (a raczej ich skóry) na kontakt z pieluszkami. Ja podzielę się moimi spostrzeżeniami tutaj. Pod lupę wzięłam więc pieluszki:
HUGGIES
PAMPERS
HAPPY
DADA
KAUFLAND
INTERMARCHE
CAREFOUR
ROSSMAN (BABYDREAM)
LIDL
BAMBINO
HAPPY - z tymi pieluchami znamy sięod 1-go dnia życia synka. Te pieluszki były używane na oddziale położniczym, gdzie leżeliśmy po urodzeniu. Bezzapachowe, nie podrażniły skóry, pieluszka nie przeciekała i najlepiej trzymała wolne stolce (nie przeciekały). Odniosłam wrażenie, że są one najbardziej chłonne. Jednak, co by nie było, że faworyzuję - zdarzyło się kilka razy, że pieluszki przemokły, ale proszę mi uwierzyć, że z taką zawartością jaką mieściły wtedy - miały prawo przemoknąć.
HUGGIES - prawie dobre. Nie podrażniają skóry, są bezzapachowe. Używaliśmy ich przez pół roku. Niestety, przy większych stolcach pieluchy przeciekały a przy obfitych moczach pęczniały tak bardzo, że robiły się twarde jak cegła. To je zdyskfalifikowało z naszego zainteresowania do używania.
PAMPERS - tragedia. W zielonym pasku, który jest wewnątrz pieluchy były wyczuwalne ręką grudki. Ponadto pampersy są perfumowane (nie koniecznie pachnące, na dodatek dość intensywnie). Pieluchy wywołały podrażnienie w postaci obfitej wysypki czerwonych krostek. Pampersy z pomarańczowego opakowania nie mają elastycznych elementów, które sprawiają, że pieluchy łatwo się dostosowują do obwodu bioderek, przez co przy zapinaniu urwało mi się "skrzydełko" z rzepem, kóry został mi w ręce. Niestety, pieluszki z białego opakowania również podrażniały skórę dziecka, a z zielonego opakowania robiły to najbardziej.
TOUJOURS - Lidl'owe pieluszki. NIearomatyzowane, z bardzo lekkimi rozciągaczami po bokach, przy rzepie. NIestety, pieluszki obtarły bioderka dziecka zostawiając ciemny ślad, prawie siny. Skóra po użyciu tej pieluszki była szorstka.
INTERMARCHE - bez zielonego paska w środku. Z tyłu widoczne marszczenie, które się wcale nie rozciąga. Chłonna i nawet tak pardzo nie pęcznieje, jak Huggis, czy Dada. nIestey, po zużyciu, wkład wchłaniając mocz - skołtunił się w luźne grudki. W interakcji z moczem pieluszka nabrała bardzonieprzyjemną woń, co zmyliło nas rodziców, czy aby nie było w niej przypadkiem "twardego tematu".
CAREFOUR - pieluszki również bez zielonego paska w środku, bez elastycznych zapięć i marszczenia z tyłu. Mimo to pieluszkę zapieliśmy swobodnie.Nie podrażniła skóry, ale biodro z jednej strony obtarła. Największe ze wszystkich wypróbowanych (i tu opisanych).
BAMBINO - pieluszki kupione w sieci sklepów STOKROTKA. Bez zielonej wkładki i niearomatyzowana. Bardzo lekkie marszczenie z tyłu, zapięcie było jednak swobodne. Nie poddrażniła skóry ani też nie obtarła.
KAUFLAND - pieluszki w czerwone kropki z biedronką. Niearomatyzowane, nie podrażniły skór i nie obtarły. Mimo to, nie przekonały nas do zakupu.
WSZYSTKIE OPISANE PIELUSZKI SPRAWDZANE BYŁY NA PRZYKŁADZIE JEDNEGO ROZMIARU (4).
HUGGIES
PAMPERS
HAPPY
DADA
KAUFLAND
INTERMARCHE
CAREFOUR
ROSSMAN (BABYDREAM)
LIDL
BAMBINO
HAPPY - z tymi pieluchami znamy sięod 1-go dnia życia synka. Te pieluszki były używane na oddziale położniczym, gdzie leżeliśmy po urodzeniu. Bezzapachowe, nie podrażniły skóry, pieluszka nie przeciekała i najlepiej trzymała wolne stolce (nie przeciekały). Odniosłam wrażenie, że są one najbardziej chłonne. Jednak, co by nie było, że faworyzuję - zdarzyło się kilka razy, że pieluszki przemokły, ale proszę mi uwierzyć, że z taką zawartością jaką mieściły wtedy - miały prawo przemoknąć.
HUGGIES - prawie dobre. Nie podrażniają skóry, są bezzapachowe. Używaliśmy ich przez pół roku. Niestety, przy większych stolcach pieluchy przeciekały a przy obfitych moczach pęczniały tak bardzo, że robiły się twarde jak cegła. To je zdyskfalifikowało z naszego zainteresowania do używania.
PAMPERS - tragedia. W zielonym pasku, który jest wewnątrz pieluchy były wyczuwalne ręką grudki. Ponadto pampersy są perfumowane (nie koniecznie pachnące, na dodatek dość intensywnie). Pieluchy wywołały podrażnienie w postaci obfitej wysypki czerwonych krostek. Pampersy z pomarańczowego opakowania nie mają elastycznych elementów, które sprawiają, że pieluchy łatwo się dostosowują do obwodu bioderek, przez co przy zapinaniu urwało mi się "skrzydełko" z rzepem, kóry został mi w ręce. Niestety, pieluszki z białego opakowania również podrażniały skórę dziecka, a z zielonego opakowania robiły to najbardziej.
DADA - wielu moich znajomych to właśnie te pieluchy kupuje dla swoich pociech. Mają one opinię "dobrych" i przede wszystkim niedrogich. Dostępne tylko w sieci sklepów 'BIEDRONKA'. Pieluszki te doczekały sięteżswojej reklamy (jakże prostej w swym przesłaniu bez przesadnej perswazji w komunikacie i nie przekolorowanej). Nie aromatyzowane, mniej pojemne niż np. HAPPY, nie podrażniają skóry, nie obtały, ale mimo to, nie przekonały mnie do zakupu.
BABYDREALM - czyli pieluszki jednorazowe sieci ROSSMAN. Nie aromatyzowane, bez rozciąliwych skrzydełek z rzepami i bez rozciągliwego tyłu. Nie istotne, gdyż łatwo i swobodnie zapieliśmy pieluszkę. Po użyciu skóra była delikatna, nie podrażniona, nie zaczerwieniona. Zupełnie jakby dziecko pieluszki nie miało na sobie. Chciałam kupić, ale rozmiar większy (4+), niestety, przez to, że ten rozmiar jest w kolorze różym, a ja mam syna, wstrzymałam się z zakupem.
TOUJOURS - Lidl'owe pieluszki. NIearomatyzowane, z bardzo lekkimi rozciągaczami po bokach, przy rzepie. NIestety, pieluszki obtarły bioderka dziecka zostawiając ciemny ślad, prawie siny. Skóra po użyciu tej pieluszki była szorstka.
INTERMARCHE - bez zielonego paska w środku. Z tyłu widoczne marszczenie, które się wcale nie rozciąga. Chłonna i nawet tak pardzo nie pęcznieje, jak Huggis, czy Dada. nIestey, po zużyciu, wkład wchłaniając mocz - skołtunił się w luźne grudki. W interakcji z moczem pieluszka nabrała bardzonieprzyjemną woń, co zmyliło nas rodziców, czy aby nie było w niej przypadkiem "twardego tematu".
CAREFOUR - pieluszki również bez zielonego paska w środku, bez elastycznych zapięć i marszczenia z tyłu. Mimo to pieluszkę zapieliśmy swobodnie.Nie podrażniła skóry, ale biodro z jednej strony obtarła. Największe ze wszystkich wypróbowanych (i tu opisanych).
BAMBINO - pieluszki kupione w sieci sklepów STOKROTKA. Bez zielonej wkładki i niearomatyzowana. Bardzo lekkie marszczenie z tyłu, zapięcie było jednak swobodne. Nie poddrażniła skóry ani też nie obtarła.
KAUFLAND - pieluszki w czerwone kropki z biedronką. Niearomatyzowane, nie podrażniły skór i nie obtarły. Mimo to, nie przekonały nas do zakupu.
WSZYSTKIE OPISANE PIELUSZKI SPRAWDZANE BYŁY NA PRZYKŁADZIE JEDNEGO ROZMIARU (4).
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Kula hula
Problem z niektórymi dziećmi polega na tym, że są leniwe. Kiedy mija pewien okres w ich życiu, wszyscy oczekują zmian, jakie mają nastąpić "natychmiast". Mowa tu o podnoszeniu się na rękach z pozycji leżenia na brzuchu, raczkowanie, swobodne obracanie się z brzucha na plecy i odwrotnie, raczkowanie, pierwsze kroki...
Wiadomo, dziecko aby się ruszyło trzeba czymś zaciekawić. Na szczęście ten problem nie dotyczył tylko mojego dziecka, ale również wielu moich znajomych. W prezencie, dostaliśmy ową "kulę", która śpiewa, migocze delikatnie, kręci się i gada po śpiewaniu.
Niestety, nie sprawiła cudu, żeby nasze dziecko od razu zaczęło raczkować za nią. Nawet z pełzaniem różnie bywało (najczęściej do tyłu). Ale zabawka jak najbardziej udana.
Bawi, zaciekawi i zajmie nudny czas.
Wiadomo, dziecko aby się ruszyło trzeba czymś zaciekawić. Na szczęście ten problem nie dotyczył tylko mojego dziecka, ale również wielu moich znajomych. W prezencie, dostaliśmy ową "kulę", która śpiewa, migocze delikatnie, kręci się i gada po śpiewaniu.
Niestety, nie sprawiła cudu, żeby nasze dziecko od razu zaczęło raczkować za nią. Nawet z pełzaniem różnie bywało (najczęściej do tyłu). Ale zabawka jak najbardziej udana.
Bawi, zaciekawi i zajmie nudny czas.
sobota, 23 marca 2013
Grzechotki i gryzaki
Zanim zostałam mamą z zainteresowaniem przyglądałam się zabawkom produkowanym dla dzieci.
Spodobały mi się najbardziej grzechotki obszyte materiałem: kolorowe, szeleszczące, z tasiemkami, czasami piszczące, grzechoczące i uśmiechnięte.
Nie są tak głośnie jak te plastikowe, co czasami jest lepsze dla malucha. Dodatkowym atutem jest fakt, że kiedy dziecko "strzeli sobie" taką zabawką o głowę, nie płacze z bólu (tak jak w przypadku plastikowych zabawek).
Jednak plastikowe grzechotki też są czasami potrzebne. Kiedy mój synek bardzo głośno płakał, jedynie co go uspokoiło (skupiając uwagę), to właśnie plastikowa grzechotka, która dzwoniła mi przez kolejną godzinę w głowie, gdy już dziecko spało.
Takie też grzechotki służą za gryzaki. A gryzaków na rynku jest wiele: elastyczne, silikonowe, wodne i żelowe. Od wyboru do koloru... Jedne przechowujemy w lodówce, inne mamy zawsze ze sobą, "w kieszeni", lub pałętają się gdzieś w gąszczu innych zabawek.
Ale jak różne są gryzaki, tak różne są dzieci - jedne je uwielbiają, inne wyrzucają. Moje dziecko, co prawda czasem je podgryza, czasem też poliże, ale szału nie ma, i obejść się bez tego potrafimy.
Spodobały mi się najbardziej grzechotki obszyte materiałem: kolorowe, szeleszczące, z tasiemkami, czasami piszczące, grzechoczące i uśmiechnięte.
Nie są tak głośnie jak te plastikowe, co czasami jest lepsze dla malucha. Dodatkowym atutem jest fakt, że kiedy dziecko "strzeli sobie" taką zabawką o głowę, nie płacze z bólu (tak jak w przypadku plastikowych zabawek).
Jednak plastikowe grzechotki też są czasami potrzebne. Kiedy mój synek bardzo głośno płakał, jedynie co go uspokoiło (skupiając uwagę), to właśnie plastikowa grzechotka, która dzwoniła mi przez kolejną godzinę w głowie, gdy już dziecko spało.
Takie też grzechotki służą za gryzaki. A gryzaków na rynku jest wiele: elastyczne, silikonowe, wodne i żelowe. Od wyboru do koloru... Jedne przechowujemy w lodówce, inne mamy zawsze ze sobą, "w kieszeni", lub pałętają się gdzieś w gąszczu innych zabawek.
Ale jak różne są gryzaki, tak różne są dzieci - jedne je uwielbiają, inne wyrzucają. Moje dziecko, co prawda czasem je podgryza, czasem też poliże, ale szału nie ma, i obejść się bez tego potrafimy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






